»
Class&Club
Class&Club

Blog - refleksje, kontrowersje, opinie

 
rok
miesiąc
sortuj »
szukaj »

Blog

Blog Class&Club, czyli nasz subiektywny punkt widzenia - wyznania, obserwacje i refleksje na tematy lifestylowe i kulturalne.

Cóż, że ze Szwecji...

Blog
29.01.2010
Znamy już najlepiej sprzedające się książki w Europie AD 2009. Zaskoczenia nie ma, pierwsze miejsce zajęła trylogia Millenium szwedzkiego autora, Stiega Larssona. Dla tych, którzy nie kojarzą (choć średnio wierzę, że jeszcze się tacy ostali) - to te trzy opasłe tomiszcza, których stosy zalegają w centralnym punkcie każdego Empiku. Ponoć na świecie przez blisko trzy tysiące stron opisujących przygody dziennikarza Mikaela Blomkvista i nieprzystosowanej społecznie, lecz genialnej chłopczycy Lisbeth Salander, przedarło się już blisko 26 mln czytelników. Cóż było robić, zostałem 26 000 001 pierwszym. Przeczytałem Millenium. I co? I nic, a przynajmniej niewiele.

Oczywiście, są to powieści napisane sprawnie, akcja jest dość wartka, bohaterowie ciekawi. Społeczno-polityczne tło Szwecji – o którym będzie tu jeszcze mowa – dla polskiego odbiorcy jest niemal równie egzotyczne, co w przypadku powieści rozgrywających się w naprawdę dalekich krajach. Jednak podczas lektury nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że sława i popularność trylogii to dzieło jakiegoś kosmicznego przypadku, wielkiego nieporozumienia bądź interwencji dokonanej przez skandynawskie bóstwa – w tym to najważniejsze, opiekujące się polityczną poprawnością.

Od razu uczynię zastrzeżenie: wypracowane w Szwecji wzorce postępowania wobec różnego rodzaju mniejszości uważam za doskonałe i bardzo życzyłbym sobie, by Polska choć w niewielkim stopniu osiągnęła podobny poziom tolerancji co Szwecja. Niestety, te godne podziwu wzorce nie sprawdzają się do końca jako materia literacka. Pomimo najszlachetniejszych założeń, Millenium co rusz zbliża się do poziomu socrealistycznej (jeśli chodzi o styl literacki) agitki. A serwowane na tacy poglądy mają to do siebie, że miast zachęcać – raczej samodzielnie myślących odstręczają...

Drugi mój zarzut ma charakter trudniejszy do zwerbalizowania. Jest otóż trylogia Larssona jakby jałowa. Techniczna. Wyprana z emocji. Przekładając kolejne strony nie mogłem przestać myśleć o serii powieści kryminalnych sytuującej się, mimo wielu podobieństw, na przeciwległym biegunie - Trylogii Marsylskiej Jean-Claude'a Izzo. Obie trylogie mają protagonistę–detektywa rzuconego przez przypadek w wir groźnych zdarzeń. W przypadku powieści Izzo jest to Fabio Montale, Włoch z pochodzenia, mieszkający w Marsylii, która – ze swoim niezwykłym śródziemnomorskim klimatem, ale także z na wskroś nowoczesnymi problemami, np. z imigracją i bezrobociem – stanowi fascynujące, niebywale plastyczne tło wydarzeń, podobnie jak Szwecja w przypadku powieści Larssona. Co więcej, obaj autorzy, Larsson i Izzo, zmarli wkrótce po napisaniu swoich trylogii, pozostają one więc na dobre i na złe dziełami zamkniętymi.

Na tym jednak podobieństwa się kończą. Marsylia Izzo pełna jest bowiem czynów dokonanych w afekcie, zdrad, gestów wielkich i gestów podłych. W Szwecji Larssona każda decyzja podjęta musi być w wyniku kompromisu, a każde działanie poprzedzają niekończące się narady. Marsylia to z jednej strony świat zachodów słońca nad morzem i pięknej alei Corniche, z drugiej zaś mrocznych zaułków i imigranckich osiedli. Szwecja to szary świat biurokracji, komunikacji miejskiej i drobnych urzędników. Bohaterowie Izzo przyrządzają z pasją posiłki ze świeżych ryb, wspólnie ucztują, piją wino i kochają się. Bohaterowie Larssona jedzą pizzę z mikrofalówki, popijają lurowatą kawę i uprawiają wyprany z emocji seks. Główny bohater powieści Izzo gdy ma problem, wypływa łódką na morze z butelką lagavulina, pije, czasami, gdy trzeba, płacze. Główny bohater Larssona idzie w takiej sytuacji na długi spacer, a na twarzy nie drgnie mu nawet jeden mięsień...

Rozumiem, że Millenium może się z wielu względów podobać - sam przeczytałem cykl bez przykrości. Ale to nie mój świat jednak. Doceniając Skandynawię, w głębi duszy (a tam powinna trafiać literatura) pozwolę sobie ponad wspólnotę Bałtyku postawić wspólnotę intensywnego życia. Pal sześć sprawną miejską komunikację, wolę lagavulina!